Stanisław Cat Mackiewicz - Rzeczpospolita partyjna, Polityka, Stanisław Cat-Mackiewicz [gorąco polecam ...

[ Pobierz całość w formacie PDF ]
Rzeczpospolita partyjna
Zamiast jednej Polski było ich kilka małych: Polska Potockich, Polska Familii,
Polska Branickiego, Polska Radziwiłłowska. Sama Polska Potockich była może silniejsza
od niejednego państwa. Ale cóż z tego, kiedy polityka Potockich była zaraz anulowana
przez politykę Czartoryskich ze względu na zasadę konkurencji partyjnej. W ten sposób
całe to wielkie państwo stawało się zerem siły politycznej.
Liberum veto było tylko potworną formą prawną tego, co się działo wewnątrz Polski.
A treścią wewnętrzną Polski ówczesnej był zanik czynnika państwowego na rzecz czynnika
partyjnego. Partyjność – oto co zgubiło Polskę w XVIII wieku! Polska była krajem
ludniejszym i bogatszym od wielu innych krajów w Europie. Ale – to takie proste – siła
państwowa Polski była rozparcelowana przez partie, które prowadziły niezależnie od władzy
państwowej pertraktacje z państwami obcymi. A więc zamiast jednej Polski było ich kilka
małych: Polska Potockich, Polska Familii, Polska Branickiego, Polska Radziwiłłowska. Sama
Polska Potockich była może silniejsza od niejednego państwa. Ale cóż z tego, kiedy polityka
Potockich była zaraz anulowana przez politykę Czartoryskich ze względu na zasadę
konkurencji partyjnej. W ten sposób całe to wielkie państwo stawało się zerem siły
politycznej.
W epoce, w której jesteśmy, król, Brühl i tak zwany dwór, czyli czynnik legalno-
państwowy, miał znaczenie zaledwie takie samo, jak inne partie polskie i to bynajmniej nie
najsilniejsze. W ten sposób państwo polskie było zupełnie zdegradowane w życiu
międzynarodowym. Polityką międzynarodową państwa polskiego rządziła jakaś wypadkowa
pomiędzy waśniami międzypartyjnymi, a intrygami posłów cudzoziemskich w Warszawie.
O, jakże powinniśmy zazdrościć innym państwom! Miały one władców, którzy –
chociażby za pomocą politycznych zbrodni – nie dopuścili, aby w ich państwach panował
rozkład podobny.
Nic dziwnego, że gdy Francuz w XVIII wieku pisał historię Polski, to tytuł tego dzieła
brzmiał: „Historia anarchii polskiej”.
Oto jeden z przykładów, których dziesiątki mnożyć się będą na stronicach tej książki.
August III, który jako król polski i wielki książę litewski był suwerenem Kurlandii, chciał,
aby księciem tego państwa lennego w stosunku do Polski został jego syn, królewicz Karol.
Leżało to oczywiście w interesach Polski, było to odzyskiwanie na rzecz Polski praw
do Kurlandii, której ostatnim księciem był Biron, kochanek carycy Anny, oczywiście
całkowicie związany z Rosją i zrywający wszystkie więzy kurlandzko-polskie. Trzeba
przyznać, że Poniatowski jako poseł Augusta III w Petersburgu zachował się „państwowo”
pod tym względem i kandydaturę królewicza Karola umiejętnie popierał. Ale Familia
Czartoryskich widzi w usadowieniu się królewicza Karola w Kurlandii tylko zwycięstwo
Brühla, tylko wzmocnienie szans w przyszłej elekcji nowego króla po śmierci Augusta III,
a Familia ma własne widoki na tron i oto wbrew oczywistym interesom państwa Familia
występuje przeciwko kandydaturze polskiego królewicza, a popiera arcyrosyjską kandydaturę
rodziny Birona. A przecież Familia była stronnictwem niewątpliwie najrozumniejszym,
najoświeceńszym, stronnictwem reform i przeciwniczką liberum veto.
Liberum veto... przejdźmy do tego koszmaru.
Od dnia 9 marca 1652 roku, kiedy po raz pierwszy Siciński, poseł upicki, zerwał sejm,
a obłędny doktryner, marszałek Izby, Andrzej Maksymilian Fredro, uznał to zerwanie
za obowiązujące, zasada liberum veto stała się podstawą ustroju Polski, a raczej podstawą
polskiego bezrządu i polskiej anarchii.
Liberum veto miało siłę retroaktywną. Gdy jeden z posłów powiedział: „sisto
activitatem”, a potem zaniósł manifest do grodu, nie tylko sejm musiał się rozjechać, ale
nieważne stawały się wszystkie jego poprzednie uchwały, wszystkie prawa, które uprzednio,
chociażby jednomyślnie, uchwalił.
Był to jakiś obłęd, który trwał lat półtorasta. Ten naród nie chciał władzy króla,
obawiał się rozszerzenia praw korony, wszystko do załatwienia oddawał sejmowi i oto otaczał
czcią instytucję, która uniemożliwiała jakiekolwiek sejmowanie.
Andrzej Maksymilian Fredro płakał, gdy legitymował czyn Sicińskiego, a jednak
ugruntował tę zmorę naszego życia. Od początku potępiano zrywaczy sejmów, zdawano sobie
sprawę, że instytucja ta prowadzi do upadku państwa, a jednak nie tylko stosowano ją stale,
ale dopuszczono, aby jak potworny syfilis objęła ona całe życie państwowe.
Liberum veto działało także na sejmikach i to na wszystkich: poselskich, deputackich,
relacyjnych, gospodarczych. Gdy ktoś z obecnej szlachty – a każdy szlachcic zamieszkały
w danej ziemi mógł być obecnym na sejmiku – zgłosił swoje veto, sejmik nie mógł już
działać, dokonany obiór posłów na sejm czy deputatów na trybunał stawał się nieważny,
poprzednie jego uchwały były także nieważne i zgromadzeni musieli rozjeżdżać się
do domów.
Poseł na sejm mógł zgłosić veto z samego tytułu „ius vetandi”: ,,Bo takie jest moje
zdanie, bom się ze zdania mego sprawować nie powinienem nikomu”.
Sejm 1746 roku został zerwany z powodu wniesienia świec do izby. Do tego czasu
i po tym sejmie tylko jednej świecy wolno było się palić i rzucać swe światło na laskę
marszałkowską. Posłowie siedzieli po ciemku. Fryderyk II, cynik i filozof, sobie przypisywał
ten pomysł zerwania polskiego sejmu z powodu wniesienia światła. Przeważnie bowiem
zrywali sejmy posłowie przekupieni przez poselstwa obce. Wymieniano nawet kwoty,
za które zrywano sejmy, oburzano się, ale potwornego prawa nie tykano.
Prawo to, którego stosowanie Polacy potępiali, lecz z którego zasady byli dumni
(bo tak to trzeba określić), stało się słusznie powodem szyderstwa dla cudzoziemców. Według
świadectwa współczesnego w Niderlandach można było widzieć holenderskiego kuglarza,
który „wór wróblów świergocących wysypał, a gdy te z niezmiernym hałasem porozlatywały
się po izbie i każdy w swoje strony uleciały przez okna, spektatorowi powiedział, że to jest
sejmu polskiego obraz, że taki sejm widział w Warszawie”.
Od roku 1688 rozszerzono prawo liberum veto na starą laskę, to znaczy, że wolno było
zerwać sejm przed obiorem marszałka, w czasie kiedy obradowano jeszcze pod
przewodnictwem marszałka poprzedniego sejmu. Dąbrowski, poseł Wiłkomirski, zerwał
w ten sposób sejm grodzieński w 1688 roku, aczkolwiek Karwicki, poseł sandomierski,
rozumnie tłumaczył, że jeśli activitatis posła zaczyna się dopiero po rugach (sprawdzanie
mandatów), a rugi mogą się odbyć dopiero pod nową laską (po obiorze nowego marszałka),
to nie może taki poseł, o którym nie wiadomo jeszcze, czy jest posłem, zrywać sejmu. Ale
ta logika regulaminowa nie pomogła. Od tego czasu tak się śpieszono ze zrywaniem sejmu,
że zrywano je przeważnie pod starą laską. Tak postąpiono w latach: 1688, 1695, 1698, 1701
(dwukrotnie!), 1719, 1720, 1729, 1730, 1732, 1735, 1750, 1754, 1760, 1761, 1762.
Uwaga! Daty powyższe nie oznaczają wszystkich zerwanych sejmów w tym okresie,
a tylko sejmy zerwane już przed obiorem nowego marszałka.
Liczba zrywanych sejmów wciąż się powiększa. Za Jana III na jedenaście sejmów
zwołanych pięć doszło do skutku, a sześć było zerwanych; za Augusta II na piętnaście
zwołanych cztery doszły do skutku, a jedenaście było zerwanych; wreszcie za Augusta III
na piętnaście zwołanych było trzynaście zerwanych.
Sejm roku 1718, za Augusta II, doszedł do skutku, ale też czytamy w jego uchwałach:
,,Jako wolny głos fundujący się na iure vetandi jest najprzedniejszy klejnot Rzeczypospolitej,
tak manutentionem (utrzymanie) onego na sejmach, sejmikach i wszystkich publicznych
zjazdach in perpetuum przyrzekamy”.
Państwa sąsiednie zawierały z sobą układy, aby solidarnie utrzymać w Polsce zasadę
liberum veto. Takie konwencje zawarły z sobą Rosja i Prusy w latach: 1720, 1726, 1732,
1740, 1743, 1762, 1764; Rosja i Austria w latach: 1726 i 1732; wreszcie Rosja i Szwecja
w latach: 1724 i 1745.
Co było jednak specjalnie upokarzające i przykre, to brak odwagi cywilnej u tych,
którzy potworność liberum veto rozumieli. W Polsce ludzie boją się wypowiadać prawdę
najbardziej oczywistą, jeżeli ta prawda sprzeciwia się powszechnie ulubionym bzdurstwom,
którym hołduje solidarnie całe społeczeństwo. Tak jak dzisiaj mało Polaków zdecyduje się
na wypowiedzenie tej oczywistości, że Polska nie jest w stanie prowadzić wojny na dwa
fronty, tak samo wtedy było bardzo mało ludzi na tyle odważnych, którzy by dali świadectwo
prawdzie, że liberum veto jest oczywistym nonsensem.
Przeciwnicy liberum veto umieli się wypowiadać tylko w sposób nader tchórzliwy:
„Jakim sposobem zostawując każdemu, jak teraz jest, nienaruszoną moc tamowania
i rwania sejmów, niezliczonym Ojczyzny dać radę nieszczęściom i jak potrzebne utrzymywać
sejmy”.
Stanisław Leszczyński, oczywisty w głębi serca przeciwnik liberum veto, w swej
książce „Uchowaj Boże” nie chce naruszać tej instytucji.
Stanisław Poniatowski ojciec, który również rozumiał absurd tej potworności, pisał
w swym liście „Ziemianina do przyjaciela z innego województwa”:
„Czy nie mógłby przy tej okoliczności tak szkodliwą dobru pospolitemu zwyczaj zrywania
sejmów, na który wszyscy się i słusznie skarżymy, być rozumnie naprawiony”.
„Jeśli na jakiś punkt nie ma zgody, to czemu go w reces nie puścić, a inne, które bez
kontradykcji, utrzymać”.
„W reces nie puścić” to znaczy odłożyć.
Polska jest krajem odważnych żołnierzy i tchórzów cywilnych.
Czasami zabierze głos u nas jakiś Skarga i w patetycznej, wielkiej, mocarnej wizji
podepcze baranią tępotę solidarnego głupstwa. Czasami u nas zabrzmi głos z taką siłą
przekonania, że społeczeństwo osłupieje.
I cóż wtedy?
Wtedy mamy własną metodę polską przeciwstawiania się patosowi. Oto w końcu
wieku XVII w katedrze wileńskiej biskup Brzostowski wyklinał hetmana Sapiehę. Padały
wielkie słowa strasznego przekleństwa. Nikt, kto wierzy w Boga, nie powinien był od tej
chwili wyklętemu grzesznikowi podać kubka wody, choćby umierał z pragnienia. Katedra
była pełna. Wszyscy w rękach trzymali zapalone świece. W chwili gdy wyklinający biskup
zawołał: „anatema, anatema, anatema”, wszyscy, według średniowiecznego rytuału, rzucili
świece na posadzkę katedralną na znak, że biorą udział w tym przekleństwie.
Po czym wszyscy wprost z katedry poszli do pałacu wyklętego Sapiehy na obiad,
ponieważ tego dnia były jego imieniny.
Stanisław Cat-Mackiewicz
fragment pochodzi z książki "Stanisław August", Wydawnictwo Universitas, Kraków 2009.
[ Pobierz całość w formacie PDF ]