Stanisław Urbańczyk- POLSKI JĘZYK LITERACKI W DOBIE PRZEDPIŚMIENNEJ, FILOLOGIA POLSKA, HISTORIA JĘZYKA ...

[ Pobierz całość w formacie PDF ]
Stanisław Urbańczyk
POLSKI JĘZYK LITERACKI W DOBIE PRZEDPIŚMIENNEJ?
Postawione w tytule pytanie brzmi prowokująco - wszak historycy polskiego języka
literackiego datują go to na wiek XVI (jego początek lub połowę), to z wahaniami na XV,
wyjątkowo - XIV, nawet XIII. Rozbieżności wynikają z różnego pojmowania języka literackiego:
im więcej warunków zawiera definicja, tym późniejsze datowanie, i odwrotnie. Uczeni kładący
nacisk na wielkie znormalizowanie języka literackiego i na wysoki poziom utworów literackich,
które w nim stworzono, przesuwają datę powstania języka literackiego na czas późniejszy; inni
zaś, kładący nacisk na użycie pisma do utrwalenia utworów w języku polskim i na istotną
różnicę, jaka zachodzi między mówioną a pisaną odmianą języka, skłonni są widzieć polski język
literacki nie później niż w XIV w. ze względu na pochodzący z tego czasu rękopis
Kazań
ś
wi
ę
tokrzyskich
, które być może są kopią zabytku starszego. Wyjątkowe jest stanowisko
M. Rudnickiego, który utożsamia język literacki z językiem powszechnie zrozumiałym,
powstanie zaś "powszechnie zrozumiałego języka polskiego", i to jako tworu sztucznego,
umieszcza w II w. naszej ery. Oczywiście użycie pisma jest dla tego autora sprawą zupełnie
drugorzędną.
Pogląd prof. Rudnickiego zawiera dwa punkty, które wyraźnie zaskakują w porównaniu
z wypowiedziami innych cytowanych polskich autorów: 1. że język literacki nie musi być pisany,
2. że język polski istniał już w II w. naszej ery. Drugi punkt można odrzucić bez dyskusji. Skoro
powszechnie się przyjmuje, że epoka prasłowiańska jeszcze wówczas trwała, nie można mówić
o języku polskim. Zauważmy dodatkowo, że powszechna zrozumiałość języka w owej porze,
wobec braku zróżnicowania społecznego (a to się przyjmuje), a więc i językowego, niczego nie
dowodzi. Inaczej jest z punktem 1. Tu prof. Rudnicki nie jest odosobniony.
W grudniu 1974 r., na sesji naukowej w Instytucie Językoznawstwa AN ZSRR, prof. F. P.
Filin przedstawił referat pt.
J
ę
zyk literacki jako kategoria historyczna
. Za jedną z koniecznych
cech języka literackiego (ros. litieraturnyj jazyk) uznał on piśmienność. Ten właśnie punkt jego
wywodów został w dyskusji zaatakowany przez kilku słuchaczy, m. in. przez prof. Jarcewą.
Powoływano się na to, że tak wspaniałe dzieła, jak
Iliada, Odyseja, Rigweda, Kalewala
, nie
mówiąc o innych mniej głośnych, były utworami ustnymi. Dziś się nam to wydaje dziwne, ale
rzeczywiście w innych warunkach kulturalnych powstawały rozległe poematy i utwory
prozaiczne, utrzymywały się przez wieki tylko w formie ustnej, ba, świadomie chroniono je
przed zapisem. Charakterystyczna jest pod tym względem opowieść Cezara o celtyckich
druidach:
"Druidzi nie biorą udziału w wojnie ani wraz z innymi nie płacą podatków; mają
zwolnienie od służby wojskowej i innych rzeczy. Pobudzeni tak wielkimi przywilejami,
i z własnej woli, przychodzą się uczyć, i przez rodziców i krewnych są przysyłani. Podobno uczą
się tam wielkiej liczby wierszy. Dlatego niektórzy pozostają na nauce przez 20 lat. Nie uważają
za rzecz godziwą powierzać je pismu, choć we wszystkich niemal sprawach, publicznych czy
prywatnych, posługują się pismem greckim. Postanowili tak, jak sądzę, z dwóch powodów: że
nie chcą nauki wynosić między pospólstwo, ani też aby uczący się nie zaniedbali pamięci,
zaufawszy literom" (
O wojnie z Galami
, I 14).
s.97-98
Polską literaturą okresu przedpiśmiennego zajmowano się bardzo mało. Podobnie też jej
językiem. Zresztą, jak wiemy, rozbiegły się opinie co do charakteru polszczyzny przed
powstaniem literatury w niej napisanej. Uważano ją np. za sumę dialektów. Jeszcze w XV w.
każdy piszący pisał jakoby we własnym dialekcie, jak mu serce dyktowało. Albo pisał lokalnym
dialektem kulturalnym - krakowskim, wielkopolskim, świętokrzyskim. Nitsch zaś mówił
o ogólnopolskim dialekcie kulturalnym:
"Czyż w wieku XII, a nawet XI nie było już także pewnych zaczątków dialektu
kulturalnego? Na pewno chyba były: skoro "Wielkopolska zbudowała państwo Piastowe", to
nadawała ona wtedy ton innym prowincjom, a nie ma ważniejszego zjawiska społecznego, co by
się też nie odbiło w języku. Trzeba tylko wprowadzić pewną różnicę między bliskimi sobie
pojęciami "dialektu kulturalnego" i "języka literackiego": pierwszy, dotyczący raczej języka
mówionego, musiał istnieć mimo wyłącznego używania w piśmie łaciny, skoro istniał dwór
panującego, biskupstwa itp. A nic nie przeszkadza przypuszczeniu, że raz wytworzony
w Wielkopolsce przeniósł się do Krakowa i tam się stał dialektem formującej się warstwy
kulturalnej. Nie znaczy to oczywiście, by nie czerpał z nowego otoczenia, ale zasadniczy zrąb już
był założony" (K. Nitsch, O pochodzeniu polskiego języka literackiego, "Język Polski" I, 1913).
s.99
Dialekt kulturalny, którego istnienie jest bardzo prawdopodobne, służył nie tylko do
rozmów. Sądzę, że można wskazać jeszcze trzy ważne zakresy mówienia: w sądzie, w kościele,
w poezji. Najwątlejszą z nich była chyba odmiana kościelna. Język polski był w kościele tylko
językiem pomocniczym, używanym tylko tam, gdzie konieczny był aktywny udział wiernych. Po
polsku więc składał chrześcijanin oświadczenie przy chrzcie, który otrzymywał - jak wiemy
-człowiek dorosły, a nie dziecko, jak dziś, po polsku wypowiadał spowiedź powszechną,
wyznanie wiary, dekalog. Świadectwa historyczne mamy z Polski dopiero z wieku XIII, ale na
podstawie praktyki w innych krajach wolno nam przyjąć, że wspomniane teksty pojawiły się
wraz z misją chrześcijańską. Nie znaczy to, że każdy dorosły Polak te teksty umiał na pamięć, ale
powtarzał ich słowa poddawane przez duchownego. Teksty te można było bez trudu przyjąć od
Czechów, wymagało to tylko tu i ówdzie adaptacji fonetycznej czy wyrazowej. Ślady zależności
od wersji czeskiej widać dobrze na najstarszych zapisach tych tekstów, zachowanych dopiero
z XIV i XV wieku.
Wolno też przyjąć, że przynajmniej w zasięgu działalności biskupów i większych
klasztorów uprawiano w jakimś zakresie katechezę. Zapewne korzystali z niej tylko członkowie
najwyższej warstwy społecznej. Z rzadka źródła wspominają o biskupach, posługujących się
w kazaniach językiem słowiańskim. Według kroniki Thietmara, biskup merseburski Bozo, "ut
sibi commissos (sc. Slavos) eo facilius instrueret, Slovonica scripserat verba" (aby powierzonych
swojej opiece lepiej uczyć, napisał słowiańskie słowa, tzn. nauki). Inny biskup merseburski,
Werner, "libros Slovonicae linguae sibi fieri iussit" (kazał sobie sporządzić księgi w słowiańskim
języku) (A. Gąsiorowski, Kazania średniowieczne, [w:] Słownik starożytności słowiańskich, t.2,
s.395-396). W Polsce zapisały się w tradycji kazania św. Wojciecha, który zapewne mówił po
czesku, ale na pewno był dobrze rozumiany wobec wielkiej bliskości obu tych języków,
polskiego i czeskiego. Dlaczegóż nie miałby go naśladować jego brat, Gaudenty-Radzim?
Przynajmniej część biskupów polskich była polskiego pochodzenia, jak biskup krakowski Suła-
Lambert czy św. Stanisław. W XIII w. mamy już lepsze informacje o kaznodziejach, m.in.
o trzech Odrowążach: Iwonie, biskupie krakowskim i o dominikanach Jacku i Czesławie, o
Stojku Miechowicie, któremu W. Semkowicz był gotów przypisać autorstwo
Kaza
ń
ś
wi
ę
tokrzyskich.
Dzięki pracy pokoleń znanych i nieznanych kaznodziei naszych mogły powstać
wspomniane
Kazania
ś
wi
ę
tokrzyskie,
których artyzm nie może być dziś kwestionowany. One by
same wystarczyły, aby przyjąć, iż musiały być poprzedzone praktyką kaznodziejską w języku
polskim, inaczej mówiąc, uzasadnić mogą pogląd o istnieniu w Polsce dialektu kulturalnego
z odmianą funkcyjną kościelną, przede wszystkim w prozie kaznodziejskiej.
O wiele szersze zastosowanie miał język polski w administracji z sądownictwem
włącznie. Wiemy ze źródeł historycznych o wiecach, o zjazdach, o regularnych podróżach księcia
po kraju, o odbywanych przez niego sądach. Czytamy o wygłaszanych przemówieniach. Wiemy
o wcale wysokim wykształceniu niektórych książąt, np. Mieszka II, Kazimierza Odnowiciela,
Władysława Hermana, Zbigniewa, Kazimierza Sprawiedliwego.
Retoryka łacińska była ważnym składnikiem ówczesnego nauczania - dlaczegóż by nie
miała wpływać na retorykę w języku polskim? Gall pisze: "książę Zbigniew był wykształcony
i barwniej przemawiał do ludu niż nie wykształcony Bolesław Krzywousty". Możemy się
odwołać do analogii pozapolskich, w szczególności do tego, co było na Rusi, z którą nasi
książęta zawsze utrzymywali bliski kontakt. Przyjmuje się przecież, że tam już w XI w. rozwinął
się język urzędowy, niezależny od zaprowadzonego z Bułgarii języka staro-cerkiewno-
słowiańskiego.
Ponieważ zapiski sądowe, dochowane już z 2. poł. XIV w., a zaprowadzone z początkiem
tego wieku, pisano po łacinie, dlatego można by ulec wrażeniu, że cały proces sądowy odbywał
się po łacinie. Byłoby to jednak rzeczą stanowczo niemożliwą, bo przecież nawet w XIV w. ani
sędziowie, ani strony procesowe, ani świadkowie nie znali języka łacińskiego; zaczął się on
rozpowszechniać wśród szlachty dopiero pod koniec XV wieku. Cały więc przewód sądowy,
począwszy od pozwu aż po ogłoszenie wyroku, toczył się po polsku, a jedynie wpis do księgi
sądowej, jeżeli go dokonywano (bo nie było to konieczne), odbywał się po łacinie. Pewne
czynności słowne wymagały sformalizowania: i pozew musiał przybrać określoną formę,
i przysięga, i wyrok. Wiemy przy tym, że właśnie do formy przywiązywano wielką wagę. Woźny
sądowy poddawał przysięgającemu tekst przysięgi słowo po słowie, przysięgający musiał to
powtórzyć pod rygorem nieważności przysięgi i ewentualnie przegrania sprawy. W ten sposób
z konieczności ustalał się styl sądowego urzędowania. Również przepis prawny musiał być jakoś
sformułowany, nie można w nim było nie użyć najważniejszych podstawowych terminów
fachowych, nie można ich było wymienić na inne słowa, jeżeli nie były uznane przez praktykę
sądową. Styl sądowy dialektu kulturalnego uzyskał więc swoisty sposób formułowania sądowego
"komunikatu" i specjalne słownictwo. Inna sprawa, że mogły w tym zakresie istnieć warianty
regionalne, wykształcone w okresie rozbicia feudalnego.
s.100-102
Niestety bardzo mglista jest nasza wiedza o literaturze pięknej tamtych czasów, choć nie
ma wątpliwości, że taka istniała, bo nie ma ludu, który by się bez niej obchodził. Źródła jednak są
bardzo skąpe. Nie wiemy np., jak rozpowszechnione były podania o Piaście, o Lechu, Czechu
i Rusie, jednym słowem podania kręgu gnieźnieńsko-kruszwickiego, by użyć słów Brücknera,
jako też podania o Kraku, czyli podania kręgu krakowskiego, podanie o Walcerzu Udałym
(A. Brückner, Tysiąc lat kultury polskiej, t. 1, Paryż 1955, szp. 120-122). Nie wiemy, czy podanie
o Walcerzu było rzeczywiście w obiegu między "ludem", czyli wśród szlachty niższej
i wyższej. Nie wiemy, czy podania miały kształt prozy rytmicznej, czy wiersza (bo i to nie jest
wyłączone). Nie wiemy nic o opowieściach niehistorycznych (bajkach i in.). Część literatury
podaniowej tworzyły żywoty świętych, przede wszystkim krajowych, jak św. Wojciech,
Stanisław, Kinga i Jacek Odrowąż. Te były z pewnością opowiadane, zwłaszcza z okazji świąt
rocznicowych, ale znamy tylko ich wersje łacińskie. Są dane, że takie kroniki były na dworze
książęcym czytane w polskim przekładzie, chyba dokonywanym doraźnie przez duchownego
lektora, biegle władającego językiem łacińskim i polskim. Przekłady oczywiście pod względem
składniowym były zależne od łacińskiego oryginału, podobnie jak kazania, które pisano po
łacinie, a w razie potrzeby wygłaszano po polsku.
Wielką rolę w życiu kulturalnym naszych przodków odgrywała bez wątpienia pieśń.
Rzecz charakterystyczna, że właśnie o pieśni mamy najwięcej wzmianek w starych źródłach.
Pieśni, które w brzmieniu łacińskim utrwalił Gall Anonim, są może w całości (nie tylko w wersji
łacińskiej), jego kompozycjami, ale dowodzą przynajmniej tego, że Polacy śpiewali przy różnych
okazjach. W oddaniu spraw polskich jest on bardzo realistyczny, więc i na tym odcinku można na
nim polegać. Wspomina on też, że na jednym ze zjazdów Zbigniew się pojawił z muzyką.
W 1237 r. igrzec Jurek zapisał wieś klasztorowi, z czego wynika, że zawód igrca, dobrze znany
ze stosunków ruskich, nie tylko w Polsce istniał, ale mógł być popłatny. Bardzo ważne są przez
Długosza podane informacje, że za jego czasów śpiewano pieśń o bitwie pod Zawichostem
(w r. 1205) i o uduszeniu Ludgardy (1283). Pieśni te zdołały więc przeżyć 200 lat!
s.102-104
S. Urbańczyk,
Polski język literacki w dobie przedpiśmiennej?
W:
Prace z dziejów języka
polskiego
. Wrocław-Warszawa-Kraków-Gdańsk 1979.
[ Pobierz całość w formacie PDF ]