Stephenie Meyer - Saga Twilight - Tom 5 - Zmierzch oczami Edwarda 1-23,

[ Pobierz całość w formacie PDF ]
STEPHENIE MEYER
ZMIERZCH
OCZAMI
EDWARDA
-1-
1. PIERWSZE SPOTKANIE
To była ta cześć dnia, którą najchętniej bym przespał. Liceum.
Ale chyba lepszym określeniem tego miejsca byłby czyściec. Jeśli był jakikolwiek
sposób, bym odpokutował swoje grzechy, to co miało nadejść było pewną miarą
pokuty. Ta nuda nie była czymś, do czego mógłbym kiedykolwiek przywyknąć.
Każdy dzień stawał się bardziej niewyobrażalnie monotonny niż poprzedni.
Przypuszczałem, ze to była forma snu, jeśli sen można definiować jako bezładny stan
między okresami aktywności.
Szybko przeszedłem przez pomieszczenie do najbardziej oddalonego kąta kafeterii,
wyobrażając sobie wzory na ścianach których tak naprawdę tam nie było. Był to
jedyny sposób, by zagłuszyć głosy, które gaworzyły niczym szum rzeki w mojej
głowie.
Setki tych głosów ignorowałem ze znudzenia.
Kiedy jakaś myśl przychodziła do ludzkiego umysłu, mimowolnie ją słyszałem.
Dzisiaj wszystko kręciło się wokół błahego „dramatu” wszystkich uczniów.
To śmieszne. Wystarczyło tak niewiele by wszystkie myśli skupiły się wokół jednej
osoby. Zwyczajnej dziewczyny, która była nową twarzą w tym mieście. Ta
ekscytacja, towarzysząca jej przybyciu była łatwa do przewidzenia. To tak, jakby
podarować błyszczący przedmiot dziecku. Część uczniów płci męskiej wyobrażało
sobie, ze są zakochani w tej dziewczynie tylko dlatego, że była czymś nowym na co
mogli popatrzeć. Tym usilniej starałem się zagłuszyć ich myśli.
Były tylko cztery głosy, które zagłuszałem raczej z grzeczności, niż odrazy - mojej
rodziny - moich dwóch braci i dwóch sióstr. Nie mogłem dopuścić, by w mojej
obecności nie posiadali choć odrobiny prywatności. Dawałem im jej tyle, ile byłem w
stanie. Starałem się nie słuchać jeśli to miałoby im pomóc.
Robiłem wszystko co w mojej mocy, ale ciągle słyszałem…
Rosalie jak zwykle myślała o sobie. Lubiła przyglądać się odbiciom swojego profilu
w szklankach uczniów, oraz rozprawiać na temat swojej doskonałości. Rosalie była
płytka jak sadzawka z kilkoma niespodziankami.
Emmett wściekał się o mecz, który przegrał zeszłej nocy z Jasperem. Zbierał całą
swoja energię na rewanż, który mieli rozegrać dziś po szkole. Nigdy nie miałem
wyrzutów sumienia podsłuchując jego myśli, bo nie było rzeczy, której nie
powiedziałby głośno lub nie sprawił, by stała się rzeczywistością.
Jedynie czułem się winny czytając umysły innych, ponieważ wiedziałem, że są
rzeczy, o których woleliby żebym nie wiedział. Jeśli umysł Rosalie był płytką
sadzawką, to ten, Emmetta można określić jako przejrzyste jezioro wolne od
tajemnic.
A Jasper był… cierpiący. Stłumiłem westchnienie.
Edward
- Alice wypowiedziała moje imię w swojej głowie, co zwróciło moją uwagę.
Było zupełnie tak samo, jakby wypowiedziała je na głos. Cieszyłem się, że moje imię
już dawno wyszło z mody - to byłoby wkurzające, gdy kiedykolwiek i ktokolwiek
myślałby o jakimś Edwardzie moja głowa odwracałaby się automatycznie.
-2-
W tej chwili moja głowa się nie odwróciła. Byliśmy już wprawieni w tego typu
poufnych rozmowach. To taki kamuflaż, by nikt nas nie przyłapał. Cały czas
patrzyłem na brzeg naszego stolika.
Jak on się trzyma? -
spytała mnie.
Podniosłem jedynie kącik ust. Nic co mogłoby zaciekawić innych. To z łatwością
mogło być oznaką znudzenia. Mentalny ton Alice zaalarmował mnie. Zobaczyłem w
jej umyśle, że obserwuje Jaspera w swojej wizji.
Czy istnieje jakieś niebezpieczeństwo?
Przeszukała najbliższą przyszłość ślizgając się przez wizje monotonii, do źródła
mojego znudzenia.
Powoli odwróciłem głowę w lewo w stronę ściany, potem w prawo w stronę
stolików, przy których siedzieli uczniowie. Tylko Alice wiedziała czemu to
robię. Po prostu to było znakiem zaprzeczenia.
Rozluźniła się.
Daj mi znać, jak będzie z nim gorzej.
Poruszyłem tylko oczami w tą i z powrotem.
Dziękuję, że to robisz.
Byłem wdzięczny, że nie musiałem głośno udzielić jej odpowiedzi. Niby co miałbym
rzec? „Cała przyjemność po mojej stronie”? Byłoby to trudne. Nie lubiłem słuchać
zmagań Jaspera. Czy naprawdę było konieczne, by sprawdzać go w ten sposób? Czy
nie było bezpieczniejszego sposobu, by uświadomić sobie, że on nigdy nie będzie na
tyle silny by zagłuszyć swoje pragnienie? Nie powinniśmy narażać go na takie
pokusy jak stołówka pełna dzieciaków… Czemu pozwalaliśmy balansować mu na
granicy katastrofy?
Minęły dwa tygodnie od ostatniego polowania. To był trudny czas dla nas
wszystkich, ale potrafiliśmy sobie z tym radzić. Uczucie niewygody pojawiało się
tylko wtedy, gdy jakiś człowiek przechodził zbyt blisko, a wiatr wiał w złą stronę.
Jednak ludzie rzadko kiedy podchodzili zbyt blisko. Instynkt podpowiadał im to,
czego ich umysły mogłyby nigdy nie zrozumieć: byliśmy niebezpieczni.
A Jasper był obecnie bardzo niebezpieczny…
W tej chwili mała dziewczynka zatrzymała się przy sąsiednim stoliku i przestała
rozmawiać z przyjaciółką. Zarzuciła swoje piaskowe włosy przebierając z nich
palcami. Jej zapach tak silnie przez nas odczuwalny poleciał dokładnie w naszym
kierunku. Przywyknąłem już do sposobu, w jaki oddziałują na mnie takie zapachy.
Poczułem suchość w gardle, puste westchnienie w żołądku… Odruchowo moje
mięśnie napięły się, a w ustach poczułem nadmierny przypływ jadu.
To było całkiem normalne, dlatego łatwo to ignorowałem. Obecnie było po prostu
trudniej, ponieważ uczucia były silniejsze, podwojone, gdy obserwowałem reakcję
Jaspera… Podwójne pragnienie było dużo bardziej uciążliwe.
Jasper odpłynął pogrążony w swoich fantazjach...
Wyobrażał sobie siebie stojącego obok tej małej dziewczynki. Myślał o tym, że
schyla się, tak jakby chciał jej szepnąć do ucha, a zamiast tego pozwolił, by jego usta
dotknęły jej gardła. Rozkoszował się tym szalonym tętnem, które mógł czuć na
swoich wargach przez cienką warstwę skóry.
-3-
Kopnąłem jego krzesło.
Przez jakąś minutę siłował się ze mną na spojrzenie, a potem spuścił wzrok.
Słyszałem wstyd i buntowniczą walkę w jego głowie.
- Przepraszam - mruknął Jasper.
Wzruszyłem ramionami.
- Nie zamierzałeś nic zrobić - Alice szepnęła do niego z przekonaniem. -
Zobaczyłabym to.
Na mojej twarzy pojawił się specyficzny grymas. Wiedziałem, że to, co mówiła było
kłamstwem. Musieliśmy trzymać się razem. Alice i ja. Nie było łatwo słyszeć głosy
w głowie, czy mieć wizje przyszłości. Wiedziałem, że nikt nie powinien nam tego
zazdrościć… Nie było czego… Dwa świry pomiędzy tymi, co już od dawna byli
szaleńcami. Starannie chroniliśmy nasze sekrety.
- Będzie ci łatwiej, jeśli pomyślisz o nich jak o ludziach - zasugerowała Alice.
Jej wysoki, melodyjny głos był zbyt szybki, by ludzkie ucho mogło go zrozumieć.
Jeśli ktoś byłby wystarczająco blisko, by go usłyszeć.
- Nazywa się Whitney. Ma malutką siostrę, którą uwielbia. Jej mama zaprosiła Esme
na to przyjęcie w ogrodzie, pamiętasz?
- Wiem, kim ona jest - powiedział szorstko Jasper. Następnie wyjrzał przez okno.
Jego ton był znakiem, że ta rozmowa dobiegła końca.
Powinien dzisiaj zapolować. To było niedorzeczne, że ryzykował w ten sposób,
próbując sprawdzić swoją wytrzymałość i zbudować silną wolę. Jasper powinien
zaakceptować swoje potrzeby i żyć z nimi, a nie przeciwko nim. Jego dawne nawyki
powinny odejść na drugi plan. Teraz jego życie wygląda inaczej. On nie powinien
katować się w ten sposób.
Alice w ciszy wstała i odeszła zabierając tacę z nietkniętym jedzeniem. Zostawiła go
samego. Wiedziała, kiedy ma dość jej towarzystwa. Chociaż Rosalie i Emmett mieli
bardziej zabiegający stosunek o swój związek to Alice i Jasper, którzy znali każdy
kaprys swojego partnera jak swój własny, zupełnie tak, jakby potrafili czytać swoje
umysły…
Edward Cullen.
Natychmiastowa reakcja. Odwróciłem się do źródła dźwięku. Po chwili zrozumiałem,
że to nie było wołanie, tylko czyjaś myśl.
Spojrzałem dyskretnie - blada cera, zaokrąglona twarz i czekoladowe oczy…
Słyszałem już jej myśli, ale osobiście nigdy się w nich nie pojawiłem. Dzisiaj
wszystkie myśli były strasznie monotematyczne.
Pewna dziewczyna zawładnęła umysłami wszystkich uczniów.
Nowa uczennica Isabella Swan.
Córka miejscowego szeryfa przeprowadziła się do Forks z powodów rodzinnych.
Bella… Poprawiała każdego, kto zwrócił się do niej jej pełnym imieniem.
Spojrzałem w przestrzeń znudzony. Zajęło mi chwilę, by uświadomić sobie, że to nie
ona o mnie myślała.
Oczywiście już zabujała się w Cullenach.
Usłyszałem.
Teraz rozpoznałem ten „głos”. Jessica Stanley - już od dawna nie zanudzała mnie
-4-
swoim wewnętrznym gadaniem. Jaka to była ulga, kiedy dała sobie wreszcie spokój z
tym gorącym uczuciem, którym do mnie pałała. Te dni jej ciągłego rozmarzenia były
dla mnie prawie nie do zniesienia. Wtedy miałem ochotę powiedzieć jej, co
właściwie może się stać, kiedy moje usta, a raczej zęby znajdą się zbyt blisko niej. To
może uciszyłoby te wkurzające fantazje. Jej myśli czasami niemal mnie bawiły.
Trochę tłuszczu dobrze by jej zrobiło. -
Rozmyślała Jessica. -
Ona nie jest nawet
ładna. Nie rozumiem czemu Eric i Mike tak do niej startują.
”Powiedziała” z naciskiem na drugie imię. Jej nowym obiektem westchnień był Mike
Newton, który zupełnie nie zwracał na nią uwagi. Najwyraźniej miał zupełnie inne
podejście do tej nowej dziewczyny. On był już kolejną osobą, która zachowywała się
całkowicie irracjonalnie. Daj dziecku cukierka, to się będzie cieszyło. Tylko ja
wiedziałem, co tak naprawdę chodziło jej po głowie. Pozornie była bardzo ciepła dla
tej nowo przybyłej. W tej chwili opowiadała historię mojej rodziny.
Nowa uczennica musiała o nas zapytać…
Dzisiaj każdy też się na mnie patrzy -
pomyślała Jessica z satysfakcją. -
Ale ze mnie
szczęściara. Bella ma aż dwie lekcje ze mną. Mogę się założyć, że Mike zapyta mnie,
kim ona jest…
Próbowałem zagłuszyć tą bezmyślną paplaninę, zanim jej błahe i mało ważne sprawy
doprowadzą mnie do obłędu.
- Jessica Stanley pierze wszystkie nasze brudy. Opowiada tej nowej Swan historię
klanu Cullenów - bąknąłem do Emmetta w roztargnieniu.
Zachichotał na wdechu. -
Mam nadzieję, że robi to dobrze. -
pomyślał.
- Prawdę mówiąc, raczej bez wyobraźni. Tylko gołe wzmianki skandali. Żadnej uncji
dramaturgii. Jestem trochę rozczarowany…
A ta nowa? Czy tak samo jest rozczarowana tymi plotkami…?
Wsłuchałem się, by wyłapać reakcję tej nowej na historię Jess.
Co sobie myślała, kiedy patrzyła na tę dziwną, niezdrowo bladą rodzinę generalnie
stroniącą od ludzi? Czułem się w pewnym stopniu odpowiedzialny, by znać jej
reakcję. Wiedziałem, że nie usłyszę ani jednego pochlebnego słowa na temat mojej
rodziny. To była taka forma ochrony. Jeśli ktoś stawał się nadmiernie podejrzliwy,
mogłem ostrzec wszystkich tak, żebyśmy w razie potrzeby mogli się łatwo wycofać.
To miało miejsce naprawdę okazjonalnie - jakiś człowiek z naprawdę wybujałą
wyobraźnią mógł dostrzec w nas bohaterów z książki czy filmu. Zwykle ich
rozumowanie było błędne, ale lepiej było przenieść się w nowe miejsce, niż
niepotrzebnie ryzykować. Bardzo, bardzo rzadko ktoś domyślał się prawdy. Nie
dawaliśmy im szansy sprawdzenia swoich przypuszczeń. Po prostu znikaliśmy, by
stać się tylko przerażającym wspomnieniem…
Nic nie słyszałem, mimo, że bzdurny monolog Jessiki był tak wyraźny, a ona
siedziała tak blisko. Wszystko przeradzało się w szum. Tak, jakby nikt nie siedział
koło niej. Jakie to osobliwe… Czy ta dziewczyna ruszyła się? Nie tylko mnie się tak
wydawało, bo Jessica cały czas do niej szczebiotała. Podniosłem głowę, by lepiej
nasłuchiwać i sprawdzając, co mój „super słuch” może mi powiedzieć.
Nigdy wcześniej nie musiałem tak robić.
-5-
[ Pobierz całość w formacie PDF ]