Stiefvater Maggie - Drżenie 03 - Ukojenie, ►Dla moli książkowych, 3. kwiecień-czerwiec 2014

[ Pobierz całość w formacie PDF ]
Maggie Stiefvater - The Wolves of Mercy Falls 03
UKOJENIE
PROLOG SHELBY
PotraiporuaditakcichoBeeletnie Popiechjetwrogiemciy
NiecierpliwodprekadawpolowaniuJainiepie Begłoniekradamiw
ciemnociachPyłkikurunicymmiliardygwiadwirująwwietlekiżyca któremugami
prebijaiprebaldachimgałi łytylkowójoddechgdypowoliwciągampowietre
popreobnażonekłyPodukimoichłap mikkoopadająnawilgotnelenerunoNodra
midrgająWłuchujiwbiciewłanegoercatłumiące szmer pobliskiego strumyka. Suchy
patykacynapkadpodmojałapą Zamieram. Czekam. Mijadużocauanimnów
otrożnieunołap„Cicho”– powtaramobieCujkolejnyimny powiew powietrza.
ŻołądekmamcinityiputyNaglemojąuwagprykuwajakieletwpobliżu Ruszam
dalejwmrokNadtawiamuuOgarnitepanikąwierjetblikoCytojeleo?Prytaj
nowu na dłużą chwil której ci akłóca jedynie brcenie nocnego owada i
gwałtownebiciemojego ercaJakdużejettowier?Jelijetrannetoniebdiemiało
nacenia że poluj ama Co ociera i o mój bark Mikko Cule Powtrymuj
premożnąpotrebżebyiwdrygnądpojreddotyłuikłapnądtocobami Zamieram
nadługinaprawddługimomentapotemodwracamgłowżebyobacydcotak
delikatnie nicympiórkoocieraiomojeucho NiepotraitegonawadTounoiiw
powietrudryujenawietreraaraemdotykając mojego uchaUmyłmipłonieikrca
iwbolenejpróbieodnaleieniawłaciwegookrelenia Papier? Nie rozumiem, dlaczego
tamjetDlacegowiagałikoroniejetliciemCujipreto niewojoDokoła
naiemiwalająirecypreyconenienajomymwrogimapachemJetteżkóra
jakiegoniebepiecnegowierciadartaipootawionaamejobieOduwami
obnażającbyi nagledotregamwojaoiar Tylkożetoniejetjeleo To dziewczyna.
LeżywbłocieorącpalcamiiemiwijąciikomlącWmiejcachgdiepada wiatło
kiżycakóranienajomejwydajeibiałajakniegnatlecarnejglebytrachbijeodniej
falami iwypełniamojenodraCujniepokójFutronamoimkarkujeżyiiunoiOnanie
jest wilkiem, ale pachnie jak wilk. bliżamibeeletnie Diewcynanieauważamojego
nadejcia KiedyotwieraocytojtużpredniąNaenoyniemalitykająNamój
widokjejgorący dyącyoddechiurywa Mierymyiwrokiem Podwpływemtego
spojreniautronamoimkarkuiwdłużkrgołupajeżyicorabardiej Jej palce
gorąckowogrebiąwiemiKiedyiporuapachniemniejwilkiemabardiej
cłowiekiemWmojejcacerobrmiewająygnałyotregawce Obnażamkływycouj
iPotraimyledtylkooucieccePragnnaledinówporóddrew dala od niej.
lenagleprypominamobiepapierwiającydrewaikórnaiemiCujioacona
– tadiwnadiewcynapredemnątendiwnyiobcylidamnąPrykucami
acynamorowad bruchempopoyciuogonempomidytylnymiłapami Warkot w
moimgardlenaratatakpowoliżecujjegowibracjenajykuanimtaniei łyalny
Jetemuwiionapomidydiewcynąatamtymipredmiotamiktóreleżąnaiemitaocą
wród gałiipachnąjakonaNienajomapatrymiprotowocyrucamiwywanie
próbujeunieruchomid pojreniemJetemjejwinieminiemoguciec Ale kiedy zaczyna
krycedabijamją
ROZDZIŁPIERWZY GRACE
tałaminietylkowilkiemlectakżełodiejką Ocknłam
iwludkiejpotacinagranicylauBoundaryGdiedokładnieniewiediałam– tutejsze
laybyłyogromneciągnłyikilometramiJakowilkpremierałamjebetrudu ale
pokonywanie odległociwcielediewcynyprawiałojużwicejproblemówByłpryjemny
ciepłydieo– wpaniałyjak nawionwMinneocieOilecłowiekniebyłagubionyinagi
WytkomniebolałoCułamjakbyktopomyliłmojekociwałeckamiciatolinyi
uparcie próbowałuormowadnichwybranektałtykóramniewdiaławłacaw
okolicach kostek, kolan i łokciWuchumidwoniłoMiałamproblemykoncentracjai
diwne ucucie déja vu krpowanie właną nagocią pogłbiała wiadomod że
najdowałamibardoblikocywiliacji Muchybycałyleniwiegdypodnoiłami
iemiżebyiroejredPreradkąciandrew prewitywałytylnepodwórkakilku
niewielkichdomówUmoichtóp leżałrodartyworeknamieci któregoawartod
wyypałainaiemiPrawdopodobnietobyłomojeniadanieUnałamżelepiej bdie
i nad tym nie atanawiad Wolałam nie kupiad myli na nicym konkretnym
Wpomnieniawracałydomniealami wypływając napowierchniewiadomocinicymna
wpółapomnianenyIwmiarjakipojawiałycorawyraniej uwiadamiałamobieże
niepreżywamtegotanuporapierwyNiejednokrotnieprechodiłamjuż przez ten
deorientującymomentbycianowonarodonymcłowiekiemDowiadcałamtegowiele
razy. WróżnychmiejcachPowolidotarłodomnieżetopoprotukolejnapremianawtym
rokuIżenów apomniałamowytkimcoidiałopomidy Cóżprawieowytkim
acinłam powieki obacyłam jegotwar jego łotożółte ocy jego ciemne włoy
Prypomniałam obiejakmojadłoopaowaładojegodłoniWidiałamwe
wpomnieniachjakiedobokniegow amochodiektóryjużnieitniał leniebyłam
w stanie przypomniedobiejegoimieniaJakmogłamjeapomnied? Nagleułyałam
warkotilnikaamochoduktóryroległiechempookolicyHałapowoliucichł gdy auto
ioddaliłoalejecewyraniejuwiadomiłmijakblikomnienajdujeiprawdiwy
wiat ZnowuotworyłamocyNiemogłamteraromyladotymchłopakuWiediałamże
prdejcy póniejwpomnieniadomniewrócąatymcaemmuiałamikupidna
bieżącejytuacji MiałamdowyborukilkaopcjiPopierwemogłamwróciddociepłych
wiosennychlaówwnadiei żewkrótcenowupremieniiwwilkaProblempolegał
jednaknatymżewtejchwilicułami cłowiekieminicniewiatowałorychłej
metamoroyMogłamteżdadinałakludimiekającychw niebieskim domkuktóry
najdowałipredemnąOtatecniekorytałamjużichpomocy najwyraniej
ctującimieciami– itonietylkoichlectakżeąiadówNietetytorowiąanie
nioło eobąwielekomplikacjiMimożewtejchwilicułamipewniewludkiejkóre
niemiałampojcia jakdługopotrwatentanByłamteżnagaiagubionaJakmogłabymto
komuwyjanidnietraiającpry okazji do szpitala psychiatrycznego albo na posterunek
policji? Sam. Jegoimipowróciłonagleawranimtyiąceinnychwpomnieowiere
szeptane niepewnie do mojego ucha gitarawjego dłoniachktałtcienia podjego
obojcykiempoóbwjakijegopalcegładiły tronykiążkikiedycytałKolorcian
kigarniBrmieniejegogłougdyleżałobokieptałcogłową wtulonąwmoją
podukLitapotanowieonoworocnychpianychdlakażdegonaIcałaretateż
RachelIabelOliviaTomCulpeperrucającymipodnogimartwegowilka Moi rodzice.
Bożemoirodice!Prypomniałam obiejaktałamwkuchnicującwypełającegoe mnie
wilkaikłóciłaminimioamaPrypomniałamobiejakwepchnłamubraniado
plecaka i uciekłamdodomuBeckaJakdławiłamiwłanąkrwią Grace Brisbane.
apomniałamotym wytkimjakowilkInowuotymapomn achwiałamii
prykucnłamobejmującnogiramionamiBrąowypająkprebiegłmipotopie zanim
dążyłamareagowadWgórepiewałyptakiDrgającectkiłonecnegowiatła
obdarały poszycie laugorącymipocałunkamiWioennywietrykumiałporód
wieżychjanoielonychlici dobiącychgałieLawokółmnieoddychałgłbokora
araemponowniebudącidożycia Wytkowokółniewruenietocyłoi
tałym rytmem wynaconym pre matk natur ja byłam jej wybrykiem i nie
wiediałamjużdoktóregowiataprynależicopowinnamrobid W tym momencie
kolejnyciepłypodmuchwiatrunioącyeobąnienoniecudownyapach serowych
ciastecekpotargałmiwłoyipodunąłjecejednorowiąanieMiekaocyceglanego
domu, wyranieoptymitycnienatawienidowodnicejwioennejpogodyrowieilina
ewnątrpraniedo wyueniaPowiewającenawietreubraniaprykułymojąuwagnur
pełenchludniepoprypinanych możliwociWłacicielkatrojówbyłaconajmniejkilka
romiarówwikaodemniealejednaukienek miałapaekwicmogłoiudad
tarałaminiemyledotymżebdmuiałakogookrad darałomiijużrobidrecy
którektomógłbyunadaniebytucciwealenigdynicegonie ukradłamteramiałam
amiarabradkomujegonajładniejąukienkapewneupranarcniea natpnie
trokliwierowieonądowychniciaNanureuyłyitebielizna, skarpetki i
poszewki napodukiwicmiekaocówprawdopodobnieniebyłotadnauarkCy
naprawdchciałamukrad cyjąodwitnąukienkżebymiedannapowrótdoMercy
Fall?Cynaprawdtakąoobątera byłam? wrócjąKiedyjuż bdiepowytkim
acłamikradadwdłużliniidrewżebylepiejpryjrediwojemucelowiromat
serowych ciatecek który prawdopodobnie pryciągnął mnie tu jece jako wilka
ugerowałcyjąobecnodw domuNiktniepotraiłbyprejdobojtnieoboktakiego
apachuOdkąddotarładomnietacudnawoo ciżkomibyłokupidinacymkolwiek
innymmuiłamijednakdomyleniaoważniejych problemachCymiekaocy
domumogąmnieauważyd?ichąiedi?Jelibdprytnabydmożeuda miipootad
poaaigiemichwrokuprewikodcau Podwórkomojejpechowejoiarybyło
podobnedowieluinnychnajdującychiwobrbielau Boundary – amiecone
puszkami po pomidorach, ze starannie wykopanymdołemdobarbecueora anteną
telewiyjnąkablamiprowadącymidonikądtałatamkoiarkadotrawynawpół
przykryta breentempopkanydiecinnybaenikwypełnionyniewieżowyglądającym
piaskiem i zestaw mebli ogrodowych z plastikowymi pokrowcami ozdobiony nadrukiem w
łonecnikiNiccodałobymiołon drugiejtronymiekaocydomunieauważylinawet
żewilkporwałimtorbemieciamiganku Miałamwicnadiejżepootanąrównie
niewiadomi obecnoci nagiej licealitki kradnącej ukienk ich nura na bielin
Odetchnłam głboko żałując że nie mog wiąd udiału w łatwiejym
prediwiciu– na prykładwytartowadwolimpiadiematematycnejalboerwad
plaster z nieogolonej nogi – ijaktrała pomknłamnapodwórkoWpobliżuacąłujadad
pieDopadłamdoukienkichwyciłamjąpocym uciekłamniiobejrałamajużbyło
powytkimchowałamiwarolachkrewywyglądałyjak jadowityumakcikając
zdobycz w dłonipróbowałamupokoidoddech Ktokryknąłnaujadającegopa„amknij
ibowywalciraememieciami!” Pocekałamażercepretaniemiwalidjak
oalałePotemwyrutamiumieniaaleipocuciem triumuwłożyłamukienkByła
ładnaniebiekawkwiatkichodtaknaprawdbytlekkajaknatpor rokuiwciąż
odrobinwilgotnaPreentowałamiwniejchybacałkiemprywoiciemimożemuiałam
ją mocnowiąadwpaieżebynamnieniewiiała Pitnacieminutpóniejganku innego
domupodwdiłamparchodaków– jedenmiałpiąkup na obcasie i pewnie dlatego buty
otaływytawionenaewnątr– iruyłamwdłużdrogiwobodnie jakbymmiekaław
okolicyDikinaukomamaużywającwilcychmyłówipoddającinapływającym
ewądbodcompotraiłamtworydobiewgłowienacniebardiejcegółowyobra
otacającego mnieterenuniżapomocąamegowrokulepomimowytkichtych
dodatkowych informacji tak naprawdniemiałampojciagdiejetemWiediałamtylko
żenienajdowałamiwpobliżuMercy Falls. lemiałamplanWydotaditądanim
ktoroponanamniewojaukienklubbutynaled jakiklepalboirmjakikolwiek
punktorientacyjnyktórypomożemiokrelidpołożeniezanim cudze chodakiaundująmi
odcikipotemkontaktowadiamem Toniebyłplanidealnyaletylkotakim
dyponowałam
ROZDZIŁDRUGI ISABEL
Odmierałamcalicącwtorki Trywtorkidopocątkuerii
wiosennych. iedemwtorkówodkiedy Graceniknłaepitala Piddieiątdiewid
wtorkówdoukoocenialiceumiopuceniatejdiury– Mercy Falls w Minnesocie.
edwtorkówodkiedyporaotatniwidiałamCole’atClaira Wtorkiodawebyły
najgorszym dniemtygodniawdomuCulpeperówTobyłdieokłótni Wprawdzie u nas
każdydieomógłpretendowaddotegomianaalewewtorkikłótniabyłagwarantowana
bliżałaipierwarocnicamiercimojegobrataJackaipotrwającymdwiegodiny
rodzinnym krykatoniektóryobjąłaigiemtrypitrareydencjiiakoocyłigrobą
rozwodu ze strony matki, ojciecnowuacąłnamichodidnaterapigrupowąto
onacałożewkażdąrodmamai perumowałatatanachwilodkładałteleonaja
wiadałamdogigantycnegoniebiekiegoUV-a ojca, tarająciudawadżetyłautanie
mierdimartwymwilkiem WrodywycyachowywaliiworowoKilkagodinpo
terapiiupływałowpokojuidokonałej harmonii: obiad wtPaulodmóżdżająceakupylub
wpólnyeanwkiniepotemgodinapogodinie acynalimyioddaladodtego
ideału– ażdonatpnegowtorkukiedytodochodiłodokolejnych eksplozji i walki na
pici Wewtorkiawycajtarałamiwymykaddomu Tegokonkretnegodniatałami
jednakoiarąwłanegoniedecydowaniaPopowrocieekoły niemogłamiebrad
żebyadwoniddoTayloralboMadioniumówidinawyjcieWełym tygodniu
pojechałamnimiiichkolegamidoDuluthWydałamdwieciedolcównabutydlamojej
matki, tonakoulkdlaiebieipowoliłamchłopakomwydadjednatreciątejamej
kwotynalodyktórych nawetniejedlimyNiewidiałamenuwodtwaraniutego
scenariusza, chybażebyależałomina zaszokowaniu Madison szastaniem karta
kredytową– butypewnieponiewierałyigdiepryłóżku mamy, koszulka dziwnie
namnieleżałaajaniepotraiłamnawetprypomniedobieimiontamtych
chłopakówJednochybaacynałoina„j” Mogłamiteadowolidmojądrugą
ulubionarorywką– wiąddoUV-apojechaddokąd włącydmuyknacały
regulatorodpłynądmylamiiudawadżejetemdalekowyklepotraiłamająd sobie w ten
poóbtakdużocaużebywróciddodomujużpoinalekłótnirodicówJaknaironi– gdy
miekałamwKaliorniiwogóletegoniepotrebowałammiałammilionraywicej
możliwocina pdeniedniapoadomem TaknaprawdchciałamadwoniddoGracei
powłócydiniąpomieciealbopoleżednajejłóżku kiedybdieodrabiałaprac
domowąNiewiediałamcytojecekiedykolwiekbdiemożliwe pdiłamtylecau
naroważaniumożliwychopcjiżepregapiłamannauciecktałam właniew
holuteleonemwdłonikiedymójojciecbiegłhałaliwiepochodachawdrwiach
salonu na dolepojawiłaimatkaUtknłampomidydwomarontamipogodowymi
Mogłamtylkoprygotowad inanajgoreimiednadiejżewichuranieporwiekranala
ogrodowego. Napiłamwytkieminie Mójojciecpoklepałmniepogłowie - Hej, ptysiu
[ Pobierz całość w formacie PDF ]