Stinger - McCAMMON ROBERT R , ebook txt, Ebooki w TXT

[ Pobierz całość w formacie PDF ]
ROBERT R. McCAMMONStingerPrzelozyl: Jacek Manicki1. SWITWschodzilo slonce. Podnoszace sie znad ziemi cieplo rozedrganymi widmowymi falami zapedzalo do nor nocne stworzenia.Karmazynowa zorza rozjasniala sie pomaranczowym blaskiem. Przytlumione szarosci i zgaszone brazy ustepowaly pola soczystej purpurze i ciemnemu bursztynowi. Pustynne kaktusy i siegajace kolan bylice rzucaly niskie fioletowe cienie, a poszarpane sciany glazow rozjarzaly sie szkarlatem barw wojennych Apaczow. Kolory poranka mieszaly sie wypelniajac jary i szczeliny tej dzikiej krainy, roziskrzajac rozem wijaca sie wstege Snake River.Coraz silniejsze swiatlo i nasycajaca sie zapachem pustynia sklonily spiacego pod golym niebem chlopca do otworzenia oczu. Miesnie mial zesztywniale od snu i przez kilka chwil lezal na wznak, wpatrzony w bezchmurne niebo plawiace sie w powodzi zlota. Wydawalo mu sie, ze pamieta sen - jakas scysja z ojcem, ktory wywrzaskuje raz po raz belkotliwym pijackim glosem jego imie, za kazdym powtorzeniem coraz bardziej je znieksztalcajac, az w koncu wychodzi z tego jakies przeklenstwo - ale pewien nie byl. Zazwyczaj nie miewal dobrych snow, a juz na pewno nie zaliczaly sie do nich te z awanturujacym sie i usmiechnietym wrednie starym w roli glownej.Usiadl, podciagnal kolana pod brode, wsparl na nich ostro zarysowany podbrodek i zapatrzyl sie w slonce eksplodujace ponad pasmem postrzepionych grani, ktore zamykaly wschodni horyzont za Inferno i Bordertown. Wschod slonca kojarzyl mu sie zawsze z muzyka i dzisiaj slyszal w nim nastawione na pelna moc, ostre, czadowe, zawodzace solo gitarowe Iron Maiden. Lubil sypiac pod golym niebem, nawet, jesli wiazalo sie to z tortura rozruszania po przebudzeniu zdretwialych czlonkow, bo lubil byc sam i lubil podziwiac te wczesnoporanne barwy pustyni.Za jakies dwie godzinki, kiedy slonce naprawde sie rozpali, pustynia przybierze odcien popiolu i bedzie niemal slychac, jak skwierczy rozprazone powietrze. Komus, kto w poludnie nie znalazlby na tej Wielkiej Patelni skrawka cienia, zar zmienilby mozg w spieczona mase.Ale teraz bylo fajnie. Rzeskosc poranka stwarzala - co z tego, ze na krotko? - Wrazenie piekna. W takich chwilach chlopcu zdawalo sie, ze budzi sie daleko, daleko od Inferno.Siedzial na plaskim, wielkim jak polciezarowka, glazie wchodzacym w skladformacji skal, ktora miejscowi, z racji jej oplywowych ksztaltow, nazywali Bujanym Fotelem. Bujany Fotel pobazgrany byl gmatwanina graffiti naniesionych farba w sprayu, durnych przysiag i informacji typu: GRZECHOTNIKI UDZIABALY JURADO W KUTASA, pod gruba warstwa, ktorych ginely pozostalosci po piktografiach wyrytych przed trzystu laty przez Indian. Wznosil sie na grzbiecie wzgorka porosnietego z rzadka szczecina kaktusow, karlowatych krzakow i bylic, jakies sto stop ponad poziomem pustyni. Chlopiec, kiedy sypial poza domem, tutaj przewaznie moscil sobie legowisko, z ktorego mogl siegnac wzrokiem do samych granic swego swiata.Od polnocy, od strony rownin Teksasu, nadbiegala czar-na, rowna nitka szosy 67, ktora zblizywszy sie do miasteczka przechodzila na dwie mile w Republica Road, pod ta nazwa przecinala Inferno, przeprawiala sie mostem na drugi brzeg Snake River, gdzie przepolawiala nedzne Bordertown, by zaraz za nim stac sie na powrot szosa 67, oddalic ku gorom Chinati i Wielkiej Patelni, po czym zniknac na poludniu. Teraz jak okiem siegnac ani poludniowym, ani polnocnym odcinkiem szosy 67 nic nie jechalo; kilka sepow zataczalo kregi nad jakas padlina - pancernika, krolika albo weza - lezaca na poboczu. W pewnej chwili spadly na swoj lup, a chlopiec zyczyl im w duchu smacznego.Na wschod od Bujanego Fotela rozciagala sie siatka uliczek Inferno. W "centrum administracyjnym" wznosily sie pudelkowate budynki z cegly otaczajace maly prostokat parku Prestona z pomalowanym na bialo podium dla orkiestry, kaktusami zasadzonymi przez Rade do Spraw Upiekszania, i naturalnej wielkosci oslem wykutym z bialego marmuru. Chlopiec pokrecil z politowaniem glowa, wyciagnal paczke winstonow z wewnetrznej kieszeni splowialej denimowej kurtki i zapalniczka Zippo przypalil sobie pierwszego tego dnia papierosa. Co za ironia losu, pomyslal, ze akurat jemu przyszlo pedzic zycie w miescie wywodzacym swa nazwe od imienia jakiegos zafajdanego osla.Inna rzecz, ze u uwiecznionego w marmurze zwierzecia mozna sie bylo rowniez dopatrzec sporego podobienstwa do matki szeryfa Vance'a.Drewniane i kamienne domki ciagnace sie wzdluz uliczek Inferno rzucaly glebokie cienie na klepiska podworek i popekany od goraca beton. Nad placem serwisu uzywanych samochodow Macka Cade'a przy Celeste Street zwisaly smetnie sznury roznokolorowych plastykowych choragiewek. Plac byl otoczony wysokim na osiem stop ogrodzeniem z drucianej siatki, zwienczonym pasmami drutu kolczastego,a wielka czerwona tablica nad brama zachecala: HANDLUJ Z CADE'EM -PRZYJACIELEM CZLOWIEKA PRACY.Chlopiec dobrze wiedzial, ze kazdy ze stojacych tam samochodow to szmelc skladany z rozbieranych na czesci kradzionych wozow; najlepszy z tych gruchotow nie byl w stanie przejechac wiecej jak piecset mil, ale Cade wciskal je bez trudu Meksykanom. Tak czy siak, handlem uzywanymi samochodami Cade dorabial sobie tylko na drobne wydatki. Prawdziwe interesy robil w zupelnie innej branzy.Dalej na wschod, tam gdzie przy narozu parku Prestona Celeste Street przecinala Brazos Street, oswietlane sloncem jarzyly sie pomaranczowo szyby Pierwszego Banku Teksaskiego w Inferno. Ze swoimi dwoma pietrami budynek stanowil najwyzsza konstrukcje w Inferno, jesli nie liczyc wielkiego szarego ekranu kina StarLite dla zmotoryzowanych. Kiedys siedzac tutaj na gorze, w Bujanym Fotelu, mozna bylo ogladac za frajer filmy, a dialogi, przy odrobinie wyobrazni, dopowiadac sobie samemu. Ale czasy sie zmienily.Chlopiec zaciagnal sie papierosem i wydmuchnal w niebo kilka dymnych kolek. Kino dla zmotoryzowanych zamknieto zeszlego lata i ta nalezaca do miasteczka nieruchomosc stala sie od tamtego czasu siedliskiem skorpionow i wezy. Mniej wiecej mile na polnoc od StarLite stal niewielki budynek z pustakow przykryty dachem przypominajacym zaskorupialy strup. Maly, wysypany zwirem parking przed budynkiem swiecil pustkami, ale okolo poludnia zacznie sie zapelniac. Bob Wire Club byl jedynym miejscem w miasteczku, ktore przynosilo jeszcze jakis dochod. Piwo i whiskey to spora pociecha stroskanych.Zarowki elektrycznego zegara na frontowej scianie banku wyswietlily 5:57, a potem wskazanie zmienilo sie w mgnieniu oka, by obwiescic temperature powietrza: 78?F. Wszystkie cztery sygnalizatory uliczne Inferno migaly, kazdy sobie, ostrzegawcza zolcia.Chlopiec nie zdecydowal sie jeszcze, czy pojdzie dzisiaj do szkoly. Moze wybierze sie na przejazdzke po pustyni, bedzie gnal przed siebie, dopoki nie skonczy sie droga, a moze wdepnie do salonu gier i sprobuje pobic swoj rekord na automatach do gry w artylerzyste i galaktyjczyka. Spojrzal na wschod, gdzie po drugiej stronie Republica Road widac bylo szkole srednia imienia W. T. Prestona oraz miejska szkole podstawowa w Inferno, dwa dlugie, przysadziste budynki z cegly, ktore kojarzyly mu sie z filmami o wiezieniach. Staly naprzeciw siebie, przedzielone wspolnym parkingiem, a za budynkiem szkoly sredniej rozciagalo sie boisko futbolowe, naktorym slonce dawno juz wypalilo rachityczna, posiana na jesieni trawe. Nowej trawy nikt juz nie posieje, na tym boisku nikt juz nie zagra. Patrioci ze szkoly sredniej imienia Prestona wygrali w sezonie tylko dwa mecze i zajeli ostatnie miejsce w okregu Presidio. Czy mozna sie, wiec dziwic, ze wszyscy stracili zainteresowanie druzyna?Wczoraj odpuscil sobie szkole, a jutro piatek, dwudziesty piaty maja, dzien zakonczenia roku szkolnego dla ostatnich klas. Stopnie zostaly juz wystawione i wiadomo, ze wraz z reszta klasy otrzyma swiadectwo ukonczenia szkoly sredniej, jesli tylko odda projekt z prac recznych. A wiec moze lepiej wcielic sie jednak dzisiaj w przykladnego ucznia i zjawic w szkole. Albo przynajmniej tam zajrzec i zbadac sytuacje. Moze uda sie wyciagnac na wagary Czolga, Bobby'ego Claya Clemmonsa czy kogo tam; moze ktoremus z tych meksykanskich gnojkow nalezy sie lomot? Jesli tak, to on chetnie mu go spusci.Jasnoszare oczy chlopca, spogladajace poprzez mgielke papierosowego dymu, zwezily sie. Widok ogladanego z gory Inferno napelnial go dziwnym niepokojem, rozdraznial i wyzwalal agresje, zupelnie jakby cos go swedzialo, a nie mogl sie podrapac. Podejrzewal, ze to pewnie przez te mnogosc slepych uliczek w miasteczku. Cobre Road, ktora przecinala Republica Road, odbiegala co prawda wzdluz koryta Snake River dobre osiem mil na zachod, ale po to tylko, by mijac po drodze kolejne swiadectwa upadku: kopalnie miedzi i ranczo Prestona oraz kilka innych, walczacych jeszcze o przetrwanie sladow dawnej swietnosci.Coraz silniejsze swiatlo sloneczne bynajmniej nie przydawalo Inferno urody; odwrotnie - eksponowalo wszystkie blizny. Spieczone sloncem, zakurzone miasteczko umieralo i Cody Lockett wiedzial, ze w przyszlym roku o tej porze nikogo juz tu nie bedzie. Inferno wyschnie i wyparuje; wiele domow juz opustoszalo, ich mieszkancy spakowali sie i przeniesli na bujniejsze pastwiska.Travis Street biegla z polnocy na poludnie, dzielac Inferno na czesc wschodnia i zachodnia. Czesc wschodnia zapelnialy w wiekszosci drewniane domy, z ktorych odpadala platami farba, i z ktorych kazdy w polowie lata stanie sie piecem. Czesc zachodnia, zamieszkana przez wlascicieli sklepow i ludzi zamozniejszych, zdominowana byla przez domy z bialego kamienia badz z cegly, a gdzieniegdzie na podworkach widnialy kepki polnych kwiatkow. Ale czesc ta wyludniala sie w szybkim tempie: z kazdym tygodniem rosla liczba zamykanych intereso... [ Pobierz całość w formacie PDF ]