Stone Jean - Sekretny bluszcz (Sekrety bluszczu), 1, NOWE EBOOKI

[ Pobierz całość w formacie PDF ]
S
EKRETNY
BLUSZCZ
Jean Stone
CZĘŚĆ 1
Lato 1995
WSTĘP
Jenny wiedziała, że spotkała ją kara. Oczy bolały ją od
zaciśniętej na twarzy chusty, a w ustach czuła smak brudnej
bawełny. Paliły ją nadgarstki rąk, przywiązanych z tyłu do zimnego
drewnianego krzesła.
Jenny zdawała sobie sprawę, że ją ukarano, lecz nie rozumiała
za co. Chciało jej się płakać, jednak miała już czternaście lat i była
na to za duża. Pragnęła tylko, aby jej oddech się uspokoił i
próbowała za wszelką cenę nie ulec panice.
- Zaraz wrócę z jedzeniem - dobiegł ją chłodny, chrapliwy głos.
Nie miała najmniejszego pojęcia, gdzie się znajduje. Pamiętała
tylko, że sprowadzono ją siłą do cuchnącego stęchlizną
pomieszczenia, gdzie stare, zmurszałe cegły przywodziły jej na myśl
zgniłe liście i padłe zwierzęta.
Przypominało to nieco zapach domowej piwnicy z winem,
jednak nie miała wątpliwości, iż jest daleko od domu.
Kroki nieznajomego z wolna oddaliły się, aż wreszcie ucichły.
Panująca wokół cisza sprawiła, że poczuła ściskanie w gardle, a
ramionami wstrząsały dreszcze. Najgorsze, że nie wiedziała, co
takiego złego uczyniła, zresztą nigdy tego nie wiedziała. Chociaż nie
zdarzyło się, aby rodzice kiedyś ją uderzyli albo nawet podnieśli na
nią głos, to Jenny czuła się teraz tak samo, jak wiele razy przedtem.
To była kara.
Gdzieś z jej głębi wyrywało się na zewnątrz jedno słowo, lecz
uwięzło w ustach, powstrzymane tkwiącym tam brudnym kawałkiem
materiału. Jenny zrezygnowana pochyliła głowę.
Mamo, krzyczało jej serce, ale, jak zwykle, nikt jej nie słuchał.
ROZDZIAŁ PIERWSZY
Charlie Hobart powoli pakowała walizkę zastanawiając się, czy
w końcu czuje się szczęśliwa, czy też nie. Despotyczna matka Petera
nie żyje, co samo w sobie było wydarzeniem wielce znaczącym i
chyba wymagającym uczczenia. Z drugiej strony jej mała Jenny
wyjeżdża jutro na wakacje do Tess. Nieobecność czternastoletniej
córki zawsze rozstrajała Charlie, wywołując w niej coś więcej niż
zwykle poczucie winy.
Westchnęła wkładając paczkę podpasek w wewnętrzną kieszeń
bagażu. Choć Jenny zachowywała się jak na swój wiek nadzwyczaj
dojrzale, Charlie nadal się martwiła, kiedy, córka odwiedzała Tess;
ta ostatnia nie miała bądź co bądź własnych dzieci, już nie
wspominając o mężu. Dzięki latom wspólnie spędzonym w szkole
Charlie wiedziała, że Tess potrafi doskonale zadbać o siebie, jednak
wciąż nie miała pewności, czy przyjaciółka jest w stanie równie
troskliwie zająć się inną istotą. Charlie nie przekonało nawet to, że
córka wyjeżdżała tam podczas każdych wakacji. W wieku
trzydziestu siedmiu lat Tess wydawała się nadal unikać
jakiejkolwiek życiowej odpowiedzialności, odgradzała się od świata
i robiła Bóg wie co w swej pracowni szkła artystycznego. Ale Jenny
uwielbiała przyszywaną ciocię i z niesłychaną radością spędzała z
nią całe lato w Massachusetts. To zaś z kolei pozwalało Charlie na
swobodne podróżowanie z Peterem - do Hampton, do Newport i do
Berkshire. Jak dotąd, wszystkim odpowiadał z grubsza taki układ.
- Nie sądzisz, iż Jenny jest na tyle dorosła, aby sama to
zrobić? Charlie domknęła walizkę. Nie odwróciła się w kierunku
drzwi, skąd dobiegał głos męża.
-
Upewniam się tylko, czy ma wszystkie potrzebne rzeczy.
-
W bibliotece czeka Tom Williamson. Przyjechał, aby przejrzeć
testament mamy.
Charlie skrzyżowała przed sobą ręce i wyjrzała z okna sypialni
na bujną zieleń majątku Hudson Valley. Wiedziała, że również
Jenny nie będzie tęsknić za matką Petera. Ta kobieta w dobitny
sposób zawsze dawała jej odczuć, iż nie sprosta poziomowi
Hobartów. Charlie dobrze znała to uczucie.
- Zejdę za chwilkę - odpowiedziała.
Słyszała, jak Peter z wolna wycofuje się z pokoju, i zaczęła
rozmyślać, co działo się teraz w jego głowie. Zapewne doświadczał
ogromnej niepewności i zagubienia. W obliczu nagłej śmierci
rodzicielki pokroju Elizabeth Hobart innych, być może, rozpierałaby
wielka ulga bądź też cierpieliby, uginając się pod ciężarem
wszechogarniającej wolności. Ostatecznie mogliby również odnaleźć
spokój.
Ciekawe, jak się zachowa Peter. Był aż nadto zależny od matki.
Od czasu śmierci ojca, którego stracił w wieku sześciu lat,
obserwował, jak matka stanęła na czele rodzinnej firmy i zajęła się
zarządzaniem tkalni z determinacją i godnym niejednego mężczyzny
hartem ducha. Peter przyglądał się temu i z trudem ogarniał całą
spuściznę. Gdzieś po drodze uległ matce, stając się pionkiem w jej
grze i jeszcze jedną z jej licznych własności, którymi mogła rządzić,
kształtować i manipulować do woli. Charlie obawiała się, iż pomimo
śmierci Elizabeth będzie nadal sprawować kontrolę nad swoim
synem.
Przez te wszystkie lata Peter tylko raz przeciwstawił się
życzeniom matki, kiedy ożenił się z nie akceptowaną i niegodną tego
szczęścia Charlene O'Brien, pochodzącą z wielodzietnej robotniczej
rodziny z Pittsburga. Jednak Elizabeth najwyraźniej zdecydowała, że
z dwojga złego lepsze już życie z osobą tak niskiego pochodzenia
jak Charlie niż utrata syna. Tym bardziej że oboje zjawili się po
ukończeniu studiów w posiadłości Hobartów ze świadectwem ślubu
w jednym ręku i płaczącym dzieckiem w drugim. Elizabeth Hobart
zacisnęła zęby i wpuściła ich do domu. Od tej pory zarówno Charlie,
jak i Jenny płaciły słono za ten postępek.
Może teraz zmieni się kolej rzeczy, jeśli nie dla Petera, to
przynajmniej dla niej, no i dla Jenny.
Charlie powróciła do pakowania walizki, po czym bez
pośpiechu ją przymknęła. Wiedziała, że zwleka z momentem zejścia
na dół. Nawet po tylu spędzonych tu latach nadal nie czuła się
swobodnie w bibliotece Elizabeth Hobart, siedząc sztywno na
twardej wiktoriańskiej kanapie z kieliszkiem koniaku w ręku,
próbując podtrzymać kolejną nudną rozmowę. Po stokroć wolałaby
ubrać się w luźne dżinsy i podkoszulek i usadowić z podkurczonymi
nogami na dużych, porozrzucanych na ziemi poduchach. Ciekawa
była, czy Peter o tym wiedział. A może postanowił wierzyć, że
odpowiada jej rola uległej żony, damy z towarzystwa; roli, którą z
takim trudem wywalczyła, kultywowała i którą tak dobrze grała.
[ Pobierz całość w formacie PDF ]