Stosunek polskiej prasy konserwatywnej do rządu i przemian ustrojowych do roku 1935,

[ Pobierz całość w formacie PDF ]
Stosunek polskiej prasy konserwatywnej do rządu i przemian
ustrojowych do roku 1935
Wstęp
Przedwojenny obóz konserwatywny nie był monolitem. Różnicowało go wiele
poglądów, jak choćby: stosunek do Piłsudskiego, do mniejszości narodowych,
do endecji czy może najważniejsze: koncepcja ustroju państwa polskiego.
Mowa tu będzie o trzech ośrodkach konserwatywnych, o Krakowie, Poznaniu i
Wilnie, a to dlatego, że trzy największe dzienniki prawicowe w przedwojennej
Polsce wydawane były w tych właśnie miastach. Były to: "Czas", "Dziennik
Poznański" oraz "Słowo". Prasa konserwatywna wkraczała w niepodległą, II
Rzeczpospolitą z pewnym bagażem doświadczeń. Krakowski "Czas" wychodził
od 1848 roku, "Dziennik Poznański" od 1859 roku . Jedynie wileńskie "Słowo"
założono w 1922 roku, jednak szybko nabrało blasku i oryginalności. Temat tej
pracy jest doskonałą okazją do przypomnienia postaci redaktora naczelnego i
wydawcy "Słowa" wileńskiego: Stanisława Cata Mackiewicza, którego
działalność publicystyczna i polityczna wywarły spore piętno na kawałku naszej
najnowszej historii. Uzasadnione będzie w tym miejscu oddać jemu samemu
głos: "W historii politycznej Polski nigdy nie grałem jakiejkolwiek roli, nigdy
nie byłem na scenie, ale często siedziałem w pierwszym rzędzie, obserwowałem
spektakl dokładnie, a czasami udawało mi się na chwilę zabrnąć za kulisy,
zerknąć na to lub owo, dojrzeć szminkowanie i kostiumowanie" . Wypowiedź tę
cechuje chyba przesadna skromność, choć domniemywać można, iż wynika to z
szacunku do historii i pewnego przewrotnego dystansu do własnej osoby. Jak
już wspomniałem, praca ta opierać się będzie na "konserwatywnym trójkącie":
Kraków - Poznań - Wilno. Nadzwyczaj interesująco spogląda się na polski obóz
konserwatywny z perspektywy najbardziej zachowawczego miejsca na
reakcyjnej mapie Polski - z Wilna. Dlaczego? Za odpowiedź niech posłuży
fragment przedmowy do jednego z wydań "Historji Polski": "Czytajmy Cata.
Czytajmy jego Historię Polski: uczy ona więcej niż niektóre opasłe podręczniki
i to nie tyle dlatego, że mogą się one nam wydać politycznie uwikłane i
zakłamane, co dlatego, że (...) uczy dążenia do zrozumienia wydarzeń, ich
bogactwa, różnorodności, ich niepowtarzalności. Uczy języka barwnego (...)
świeżego, prostego" .
Lata 1922-1926
Stanisław Mackiewicz podejmując próby skonsolidowania obozu
zachowawczego, próbował jednocześnie forsować własne idee i koncepcje
działania. W efekcie, ten Pierwszy Monarchista RP, wdawał się w zaciekłe
spory i polemiki prasowe z "Czasem" i "Dziennikiem Poznańskim" . Kwestiami
spornymi w konserwatywnym trójkącie Wilno - Kraków - Poznań były m.in.:
stosunek do idei monarchicznej, do parlamentaryzmu, do endecji, do
mniejszości narodowych, do Piłsudskiego (po maju 1926 roku - do całego
obozu sanacyjnego). Podczas gdy adwersarze pozostawali ostrożni czy wręcz
krytyczni, "Słowo" głosiło potrzebę oparcia się na Piłsudskim i ścisłym sojuszu
z obozem belwederskim. Konserwatyści krakowscy odżegnywali się od
jakiegokolwiek dogmatyzmu, gdyż ten ich zdaniem, wykluczał realizm w
ocenie zjawisk politycznych i w działaniu, opowiadali się za wprowadzeniem w
Polsce modelu prezydenckiego na wzór amerykański. Cat z dumą pisał:
"Konserwatyści wileńscy są właśnie najbardziej ortodoksyjnymi
konserwatystami w Polsce, pojmują konserwatyzm nie jako kompromis, lecz
jako obronę stałych i niewzruszalnych zasad" . Jak na zachowawców przystało,
redaktorzy "Słowa" uprawiali zdecydowaną krytykę demokracji. Wielki
autorytet wilnian, rektor Uniwersytetu im. Stefana Batorego prof. Marian
Zdziechowski, pisał na łamach "Słowa": "Idea demokratyczna spoczęła dziś na
fikcji, że większość ma za sobą nie tylko siłę, ale i rozum, że posiada mądrość, a
zatem także i prawo stanowienia o wszystkim. Fikcja ta zrodziła głosowanie
powszechne" . Stanisław Cat Mackiewicz, komentując wyniki pierwszych
wyborów prezydenckich, tak określił swój stosunek do trzech kandydatów na
ten urząd: Maurycego Zamoyskiego, Gabriela Narutowicza i Stanisława
Wojciechowskiego: "Cieszymy się, że przeszedł drugi a nie trzeci, żałujemy, że
nie przeszedł pierwszy" . Kilkanaście dni później "Słowo" potępiło zabójstwo
prezydenta przez przyznającego się do sympatii prawicowych, narodowca
Eligiusza Niewiadomskiego. Zamanifestowało niejako przy okazji swój
opozycyjny stosunek wobec endecji. Cat stwierdził wówczas, iż kompromitację
endecji powinni konserwatyści wykorzystać dla odbudowy swych wpływów.
Na miesiąc przed zabójstwem Gabriela Narutowicza, Stanisław Mackiewicz
przestrzegał przed możliwością "nacjonalistycznego samobójstwa" prawicy.
"Słowo" propagowało idee mocarstwowe. Cat zawsze uważał, że pozycja Polski
jest funkcją stosunków Niemiec i Rosji. Głosił, iż Polska jest skazana na
wielkość poprzez ekspansję terytorialną, gdyż jako państwo małe utrzymać się
nie może. Politykę polonizacji kresów poprzez dyskryminację mniejszości
narodowych uznawał za przeszkodę na drodze ekspansji. Dla realizacji tej
polityki, wskazywał potrzebę pozyskiwania małych narodów do idei państwa
polskiego, bo: "Z założenia: Polska musi być państwem potężnym, wypływa
wniosek: Polska musi asymilować oraz pozyskiwać sobie wiernych obywateli, z
tego zaś wniosku nakaz bezwzględny: Polska nie może uprawiać polityki
nacjonalistyczej". Do polemiki doszło między "Słowem" a "Dziennikiem
Poznańskim" na tle stosunku do mniejszości niemieckiej. Konserwatyści
wileńscy uznawali tę mniejszość za wdzięczny materiał do asymilacji, do czego
niekoniecznie przekonani byli poznaniacy. Liberalne stanowisko w sprawach
mniejszości zajmował "Czas". Podobnie jak Mackiewicz, publicyści
krakowskiego dziennika uważali, że Polska powinna się rozszerzać, zwłaszcza
na wschodzie. Bardzo ostro krytykowali przy tym taką politykę państwa, która
nie kierując się względami etycznymi - prowokuje do walk narodowościowych.
Stanisław Cat Mackiewicz wyliczał trzy najbardziej istotne braki
republikańskiego ustroju II Rzeczypospolitej: . brak Izby Wyższej . absurdalną
powszechność prawa wyborczego . brak instytucji monarchistycznej.
Stwierdzał, że Senat w obowiązującej formie "jest karykaturą izby wyższej" .
Powszechność prawa wyborczego - argumentował Cat - sprawia, iż "29-letni
docent prawa politycznego nie jest wyborcą do Senatu, a zidiociała żebraczka
lub 32-letni handlarz pornografią jest wyborcą Senatorów" . Określając, w
jednym ze swych wystąpień, Polskę jako "niedołężną, poniewieraną republikę",
kontynuował: "Wołając o króla (...) wołamy o wzmocnienie władzy,
wzmocnienie siły państwa" . Kiedy indziej pisał "Polska potrzebuje monarchii
dla sprężystości na wewnątrz, dla sprawności państwa w walce z wrogiem
przemożnym, wrogiem nie narodu polskiego, lecz całej cywilizacji europejskiej
- z Bolszewią" .
Zainteresowanie ideą monarchistyczną w Polsce rosło wraz ze wzrostem
rozczarowania do systemu parlamentarnego. Ożywienie ruchu
monarchistycznego datuje się od 1924 roku. Wówczas to bardzo krytycznie
wobec monarchii wypowiedział się krakowski "Czas" piórem Stanisława
Estreichera, sugerując raczej program naprawy parlamentaryzmu. Proponował
wprowadzenie możliwości odwoływania posłów oraz referendum w
najważniejszych i najtrudniejszych sprawach. Później, w 1925 roku, podjął
ponownie krytykę monarchizmu i jego zwolenników, szczególnie Stanisława
Mackiewicza. Ostro zostali potraktowani orędownicy przywrócenia monarchii,
wiążący to w jakiś sposób z osobą Piłsudskiego. Estreicher widział szansę w
programie wzmocnienia władzy prezydenta i reformie systemu jego wyboru
gdyż, jak pisał, forma rządów sama w sobie nie jest lekarstwem. Polemizował z
tym poglądem na łamach "Słowa" Marian Broel-Plater przypominając, iż
"zasada elekcji prezydenta naraża kraj co parę lat na systematyczne perturbacje
polityczne związane z agitacją wyborczą i nieodłączną od niej nasiloną walką
partyjną, pogłębiającą podziały polityczne kraju" . Wtórował mu Cat: "(...)
wznosząc hasło król myślimy przede wszystkim o: - rozbudowaniu pracy
samorządów i uobywatelnieniu, upaństwowieniu umysłów w całej Polsce, -
załatwieniu kwestii narodowościowych w Polsce, - polityce zagranicznej
Polski, - renesansie mocarstwowości politycznej Polski" .
Konserwatyści źle czuli się w ramach konstytucji marcowej z 1921 roku.
Pięcioprzymiotnikowa ordynacja wyborcza nie dawała raczej większych szans
na sukces wyborczy środowiskom programowo elitarnym. Po klęsce wyborczej
w roku 1922, coraz silniej akcentowano kwestię: z kim szukać platformy
wyborczej? Z obozem belwederskim czy z endecją? Kto bliższy: Dmowski czy
Piłsudski? Mackiewicz nazywał endecję w sprawach gospodarczych i z racji jej
stosunku co do funkcji parlamentu "fałszywą prawicą" lub z rosyjska "łże-
prawicą" (zaś w odniesieniu do nacjonalizmu ND - "prawicą samobójczą".
Dużo później doszedł jeszcze krytycyzm wobec tendencji totalitarnych obozu
narodowego. Wobec Piłsudskiego zaś konserwatyści, zwłaszcza krakowscy,
wykazywali daleko idący sceptycyzm, zwracając uwagę na socjalistyczną
przeszłość i takież domniemane zapędy Marszałka. W tych kręgach był on
uważany za czerwonego diabła...
Przewrót majowy
Stanisław Mackiewicz pisał 4 kwietnia 1926: "Naszym zdaniem gabinet p.
Skrzyńskiego nie upadnie z woli wychodzącej z parlamentu". 16 kwietnia
napisał "(...) musi przyjść próba rządzenia Polską nie przez partię, lecz przez
ludzi, przez osobistości o wybitnej popularności." 21 kwietnia opublikował
artykuł pod tytułem "Przedostatni i ostatni gabinet republikańsko-parlamentarny
w Polsce". Wreszcie 6 maja, na niecały tydzień przed zamachem, w "Słowie"
przeczytać można jego artykuł zatytułowany "Ostatni gabinet republikańsko-
parlamentarny" . Jeśli więc Cat nie był bezpośrednio poinformowany o
możliwych w maju scenariuszach, to okazał się znakomitym prorokiem.
Kiedy po trzech dniach walk, w maju 1926 roku, wobec narastającej przewagi
Piłsudskiego, 400 ofiar śmiertelnych i przeszło 1000 rannych, prezydent
Wojciechowski podał się do dymisji, Cat pisał, że ustąpił on gdy zobaczył, że
popularność imienia Piłsudskiego jest orężem, z którym formułą konstytucji 17
marca walczyć jest nie sposób . Reakcja na zamach pozostałej prasy
konserwatywnej była początkowo zdecydowanie negatywna. "Czas" zamieścił
artykuł Władysława Leopolda Jaworskiego, w którym akcja Piłsudskiego
została określona jako rokosz, wynik ambicji i prywaty, a przewidywania na
przyszłość zawarł w słowach: "wypadki warszawskie są i będą nieszczęściem
dla Polski bez względu na to, jak się zakończą" . "Dziennik Poznański" piórem
Adama Brzega donosił o "niedojrzałym zamachu kiereńszczyzny na
praworządne podstawy państwa" . Stanisław Cat Mackiewicz ripostował: "Bo
gdyby nie to, że za nowym porządkiem rzeczy opowiedziały się także niektóre
żywioły prawicowe, i to właśnie skrajnie prawicowe, to zamach stanu z maja
nabrałby w swej konsekwencji cech walki i zwycięstwo klas niższych (...)
Szalone niebezpieczeństwo groziło Polsce, gdyby zwycięstwo majowego
zamachu miało pozostać zwycięstwem lewicy nad prawicą. Przez naszą 'zdradę'
obozu prawicowego (...) sprawiliśmy to, że dziś nie sposób jest uważać
zamachu majowego za coś w rodzaju zwycięstwa partii proletariackich nad
partiami burżuazyjnymi. Dumni jesteśmy z tej 'zdrady'. " Wypadki majowe
pokazały, że polaryzacja postaw wśród konserwatystów na tle stosunku do
Piłsudskiego jest olbrzymia. Tylko konserwatyści wileńscy opowiedzieli się po
stronie Marszałka i zamachu. Kraków i Poznań trwały przy zdaniach całkowicie
odmiennych. Stosunek tych ostatnich dość szybko się zmieniał, wraz z
propozycjami, jakie Piłsudski pod adresem konserwatystów wysuwał.
Władysław Jaworski pod koniec maja pisał: "zachęcano nas abyśmy już obecnie
pierwszy uczynili krok u Piłsudskiego (...) ze strony Piłsudskiego i Bartla
szukają ciągle kontaktu z nami. Mimo tych nalegań Zdzisław Tarnowski ani
nikt inny do Warszawy nie pojechał, nie może też nas spotkać zarzut, że
kapitulujemy lub składamy hołdy" . Środowisko "Czasu" dość szybko zajęło
stanowisko przychylne wobec rządu. Ułatwiał to sam Piłsudski, który teraz
akcentował potrzebę "powrotu do prawa", dając jednocześnie konserwatystom
do zrozumienia, że liczy na ich poparcie i pomoc. Najdłużej nieprzychylni
wobec rządu pozostawali zachowawcy poznańscy, ale i oni, po wyborze
Mościckiego na Prezydenta RP, wyciszyli głosy krytyki. W utworzonym 2
października przez Piłudskiego rządzie znaleźli się dwaj konserwatyści
wileńscy: Aleksander Meysztowicz i Karol Niezabytowski. Pierwszy objął tekę
ministra sprawiedliwości, drugi zaś ministra rolnictwa. Pokazało to, iż
wcześniejsze deklaracje Piłsudskiego znalazły swoje odzwierciedlenie w
rzeczywistości.
Zjazd w Nieświeżu
25 października 1926 roku odbyło się "teatrum reakcji polskiej" - tak zjazd w
Nieświeżu określiła prasa. "Słowo" na pierwszej stronie zamieściło portrety:
ostatniego króla Polski Stanisława Augusta i Józefa Piłsudskiego. Obraz
uzupełniały dwie daty: 15 września 1785 roku (wizyta w Nieświeżu ostatniego
króla u księcia Karola Radziwiłła "Panie Kochanku") i 25 października 1926
(nieświeska wizyta Piłsudskiego u Albrechta Radziwiłła - gorącego zwolennika
monarchii) . "Była to aluzja najśmielsza na jaką mogliśmy sobie pozwolić" -
napisze Cat czternaście lat później w swojej "Historji Polski...". Formalnym
celem przyjazdu Piłsudskiego (wówczas premiera) do Nieświeża było
udekorowanie złotym krzyżem Virtuti Militari trumny majora Stanisława
Radziwiłła, ordynata z Dawigródka i adiutanta Marszałka, poległego w
kwietniu 1920 roku podczas wyprawy kijowskiej. Toasty na zamku wygłaszali
między innymi Albrecht Radziwiłł, jego kuzyn Janusz oraz Piłsudski. Albrecht
przypomniał wizytę Stanisława Augusta i skierował parę patetycznych zwrotów
[ Pobierz całość w formacie PDF ]